Rzuciłem marynarkę mundurka na łóżko. Wyjąłem z szafy jakieś wygodne ciuchy i przebrałem się, po czym udałem się do kuchni, żeby coś przegryźć.
- Jest coś do jedzenia? – spytałem mamy, która siedziała na taborecie i słuchała radia. Akurat lecieli Beatelsi i ich hit „Help”.
- Help me if you can, I’m feeling down. – podśpiewywała, bardzo się w to wczuwając.
- Mamo, mówię do ciebie.
- O przepraszam syneczku, nie wiedziałam, że już wróciłeś.
- Miałaś do mnie nie mówić syneczku. – mruknąłem niezadowolony. Bardzo kochałem moją mamę, ale czasami zapominała się i mówiła tak do mnie przy chłopakach, na co oni śmiali się ze mnie i też zaczynali gadać do mnie „syneczku”. Dlatego prosiłem ją, żeby pozbyła się tego przyzwyczajenia.
- Oj, przepraszam. Jak tam zakończenie szkoły?
- Jak zwykle nudno. Jest coś do jedzenia? – powtórzyłem moje pytanie.
- Na parapecie w koszyku są jabłka, weź sobie, jeśli chcesz.
Podszedłem do okna, przy okazji wyglądając na Londyn. Ulice były zapełnione dzieciakami, które cieszyły się z długo oczekiwanych wakacji. Dzięki upałowi zero staruszków na horyzoncie, którzy w taką pogodę woleli zaszyć się w domach. „Przynajmniej nie będą przeszkadzać”, pomyślałem. Miałem pecha i zawsze biegnąc wpadałem na jakiegoś, na co ten groził mi laską. Najczęstsze spotkania miewałem z panią Jenkins, naszą sąsiadką, której zawsze wytrącałem świeżo kupione jajka, w wyniku czego lądowały na chodniku. Ale co ja mogłem poradzić? Przecież celowo tego nie robiłem.
- Wybierasz się gdzieś? – spytała mama.
- Do Five and dime. – odparłem, biorąc jabłko.
- Masz zamiar w końcu kupić sobie gitarę?
Kiwnąłem głową w odpowiedzi. Udałem się do pokoju po pieniądze, po czym oznajmiłem mamie, że wychodzę, ale jeszcze wrócę, żeby zostawić zakup. Wyszedłem z kamienicy w upał pierwszego dnia wakacji.
W zeszły lipiec odwiedził mnie kuzyn i przywiózł swoją gitarę. Stwierdziłem, że wszystkiego trzeba w życiu spróbować, więc poprosiłem go, żeby nauczył mnie grać. Byłem w tym całkiem niezły, więc postanowiłem, że w następne wakacje kupię sobie własną gitarę. Wypatrzyłem ją niedawno w Five and dime. Była trochę stara, ale pięć funtów i dziesięć pensów było naprawdę dobrą ceną. No a w końcu od czegoś trzeba zacząć.
Przekroczyłem próg sklepu.
- Hej, Steve. – przywitałem kolesia pracującego przy kasie. Można tu było kupić całkiem fajne rzeczy za niską cenę, więc często tu bywałem, w związku z czym znaliśmy się trochę.
- Hej, Harry. – przywitał mnie. – Przyszedłeś kupić w końcu tę gitarę?
- Tak. Mam nadzieję, że nadal masz ją dla mnie odłożoną i nie sprzedałeś jej nikomu?
- Nie, no co ty. Ale muszę przyznać, że szefowi nie bardzo spodobał się nasz układ. Mówiłem mu, że zapewniłeś mi, że kupisz ją jak tylko zaczną się wakacje, ale zna ogólną opinię o tobie, więc nie był przekonany.
Zaśmiałem się.
- A któż by nie znał słynnego Harry’ego Styles’a? Ucznia London High School, którego szkoła, zarówno nauczyciele jak i uczniowie, nigdy nie zapomni.
- Zapewne nie dzięki twoim świetnym wynikom w nauce? – uśmiechnął się chłopak.
- Nie, raczej nie. – wyszczerzyłem się. – No ale dość gadania o mnie. Pokaż moje maleństwo.
Udał się na zaplecze, a po chwili wrócił z gitarą w rękach i podał mi ją.
- Od dziś jesteś moja. – zwróciłem się do instrumentu.
- Stary, opanuj się trochę. – zaśmiał się Steve.
- Dobra, my już pójdziemy, skoro nie jesteśmy tu rozumiani. – powiedziałem żartobliwie. Rzuciłem pieniądze na ladę, po czym wyszedłem ze sklepu.
Wróciłem do domu, by jak najszybciej wypróbować mój nowy nabytek. Nastroiłem gitarę i zacząłem grać melodie, których nauczył mnie kuzyn. Prawie wszystko pamiętałem, a to z czym miałem problemy próbowałem sobie przypomnieć. Po jakimś czasie palce zaczęły mnie boleć i bardzo posiniały, jednak nie przestawałem. W stu procentach wczuwałem się w to, co robiłem. W pewnym momencie zauważyłem na palcach coś czerwonego.
- Cholera. – mruknąłem.
Palce zaczęły mi krwawić. „Chyba trochę przesadziłem”, stwierdziłem w myślach. Poszedłem do łazienki umyć ręce. Wziąłem jakąś szmatkę, urwałem kawałek i zawinąłem nią palce. Po jakimś czasie krew przestała się wydostawać. Spojrzałem na zegar - chłopcy już pewnie byli nad rzeką. „Muszę się pośpieszyć”. Oznajmiłem mamie, że wychodzę z chłopakami i nie wiem, kiedy wrócę, na co ona odparła, że mam na siebie uważać. Co jak co, ale o mnie nie trzeba się martwić, doskonale umiem o siebie zadbać.
~*~
I got my first real six-string
Bought it at the five-and-dime
Played ‘ till my fingers bled
Was the summer of ‘69
~*~
Szedłem przez wysoką trawę. Z daleka słyszałem śmiechy swoich przyjaciół którzy pewnie zdążyli się rozłożyć.
- Gdzie ten Harry? - usłyszałem Malika.
- Pewnie spotkał znów jakąś fajną dziewczynę - skomentował Niall a Louis wybuchł śmiechem.
- Pewnie znów bajeruje biedną płeć przeciwną.
Uśmiechnąłem się pod nosem słysząc ich wymianę zdań. Chłopaki mnie uważają za wzór do naśladowania, jeżeli chodzi o dziewczyny. No pomijając Liama, który cały czas mi powtarza że przez taką zabawę mogę później stracić coś co będzie dla mnie ważne..no ale to Liam, wiecznie poważny Payne.
- Jestem plociuchy - zaśmiałem się gdy tylko wydostałem się zza wysokiej trawy która dzieliła mnie od chłopaków. Rzuciłem w Tomlinsona ręcznik. - Co sie tak cieszysz?
- Kogo tym razem? - spytał ucieszony.
- Nikogo.
- I tak Ci nie wierzę - zaśmiał się po czym rzucił w moją stronę butelkę z piwem. - Łap młody.
- Dzięki.
- I co załatwiłeś? - spytał Liam poprawiając swoje okulary przeciwsłoneczne.
- Tak.. - rzuciłem i zwróciłem się do chłopaków - Wiecie, mam pewien pomysł.. bo kupiłem dzisiaj gitarę..
- Masz gitarę? - spytał zdziwiony Niall. Pokiwałem głową. - Wow.
- Tak, kupiłem dzisiaj.. i tak pomyślałem.. co wy na to żeby założyć zespół?
- Tak, kupiłem dzisiaj.. i tak pomyślałem.. co wy na to żeby założyć zespół?
Blondyn pokiwał głową opychając się ciastkami które przyniósł Payne
- Świetny pomysł, w końcu będę miał gdzie się wyżyć wokalnie.
Malik wybuchł śmiechem.
- No tak, Twoja siostra skarżyła się na twoje koncerty podczas toalety.
- Nie jest tak źle. Mama mnie chwali - mruknął Horan, Liam natychmiast poklepał mnie po ramieniu.
- Młody to świetny pomysł.
- No nie wiem... - mruknął Louis poprawiając swoją grzywkę która jak zwykle wchodziła mu w oczy.
Spojrzeliśmy na niego pytająco.
- Czego nie wiesz? - spytałem szybko. To było dziwne, Tomlinson który nie chce brać udziału w czymś takim?
- Boję się tej sławy.. wiecie.. nie będę mógł wyjść na ulice bo będzie leciał za mną tłum rozpalonych dziewczyn. - poruszył ramionami a my wszyscy wybuchliśmy głośnym śmiechem.
- Stary no bez przesady - wydusił przez śmiech Malik.
- Dobra chłopaki. A teraz tak na poważnie - powiedziałem patrząc na ich roześmiane twarze - to jak?
- Wchodzimy w to - rzucili jednogłośnie a na mojej twarzy pojawił się szeroki uśmiech.
- Chłopaki spójrzcie kto idzie - Malik wstał i pokazał kiwnięciem głowy w stronę zbliżającej się grupki dziewczyn. Louis uśmiechnął się pod nosem i spojrzał na mnie takim wzrokiem, jakby chciał mi coś zaproponować. Do głowy mi przyszła tylko jedna myśl..ale szczerze? Wolałbym gdyby nie o to chodziło mojemu zwariowanemu przyjacielowi.
- Curly, co powiesz na mały "rajski bieg"? - poruszył brwiami a ja zakrztusiłem się łykiem piwa które akurat zaczerpnąłem.
- Louis nie.. - zacząłem ale Tomlinson mi przerwał.
- Nie rób mi tego.. To tradycja.. - jęknął i zakrył twarz dłońmi a przez szczeliny między palcami obserwował moją reakcję.
- Harry ranisz naszą karotkę. Gdzie nasz "rajski bieg" w wykonaniu naszego kochanego Larrego? - mruknął zdegustowany Zayn tuląc zrozpaczonego Tomlinsona. Wywróciłem oczami i zabrałem się za ściąganie spodni. Louis odsłonił jedno oko i na widok mojej czynności uśmiechnął się szeroko.
- KOCHAM CIĘ BRO! - rzucił wesoło po czym sam zabrał się za pozbywanie się swoich części garderoby.
- Szybciej ! Są coraz bliżej! - pisnął Niall stojący na czatach.
- Louis robie to ostatni raz - zaśmiałem się i ruszyłem nagi za biegnącym przyjacielem. Brunet biegł i śpiewał jakąś dziwną piosenkę, zapewne przed chwilą ją sobie wymyślił. Przebiegliśmy obok dziewczyn które na nasz widok zaniemówiły.
- Witam - rzucił Louis udając że ściąga czapkę z głowy i po chwili zniknął w wodzie.
- Witam moje panie - zatrzymałem się i posłałem im swój firmowy uśmiech. Nie podziałał. Oberwałem czymś w głowę co wywołało głośny śmiech moich przyjaciół którzy obserwowali wszystko przy trawie. Ukłoniłem się i po raz kolejny rzuciłem swój cudowny uśmiech. - żegnam moje panie. - i ruszyłem za przyjacielem. Dziewczyny stały oburzone nad brzegiem rzeki i mierzyły nas wzrokiem mrucząc pod nosem że jesteśmy psychiczni.
- Nigdy więcej - wynurzyłem się obok przyjaciela który również nie wyrabiał ze śmiechu.
- Co ty stary.. myślisz że przerwiesz naszą tradycje? - oburzył się - nigdy. - zaśmiał się i po chwili znalazłem się pod wodą.
______________________________________________________________________
Tak na wstępie chciałabym podziękować za 60 komentarzy pod prologiem i za 1 492 wejścia na tego bloga. Jestem w totalnym szoku i nie umiem nic z siebie wydusić. To naprawdę miłe że spodobał Wam się ten pomysł i jesteście chętni do dalszego czytania :)
Dziękuje. Buziaki x - coco.
Dziękuje. Buziaki x - coco.
A oto chapter 1. Muszę przyznać, że mi bardzo się podoba, mam nadzieję, że Wam też :)
Co do tych lat 60 to my ogarniamy je, ale nie do końca, więc takie pytanko: zna się któraś z Was na tym tak trochę bardziej? :D Wtedy ewentualnie byśmy się pytały, gdybyśmy nie były czegoś pewne ;)
A i Martyna (coco) jest na to zbyt skromna, więc sama zrobię jej reklamę: WBIJAJCIE NA JEJ BLOGI http://makesitfeel.blogspot.com/ & http://iimfreefallin.blogspot.com/ SĄ PRZECUDNE! Będzie miło, jeśli zostawicie też komentarz ;)
Olga
P.S. Pomysł miałam w głowie już od ferii. W piątek, po dodaniu prologu, dowiedziałam się, że powstało już jedno opowiadanie "Summer of '69". Żeby nie było: NIE MIAŁYŚMY O TYM POJĘCIA. Nigdy go nie czytałyśmy, ale z tego, co słyszałam to nasze pomysły się różnią, więc wydaje mi się, że to nie problem. - Olga