Monday, 18 March 2013

UWAGA

Cześć wszystkim! :)
Tak, wiem - dawno nic się tu nie pojawiło. Jednak wpłynęły na to niezależne od nas czynniki...
A no właśnie - nas. Otóż... Coco zrezygnowała z dalszego pisania z powodu braku czasu i weny. Przykro mi z tego powodu, jednak nie będę jej przecież do niczego zmuszać. Ale nie martwcie się, opowiadanie będzie kontynuowane (w końcu, haha! x). Od następnego rozdziału będę pisać razem z Aleksą (twitter & blog), która jest równie świetną pisarką, co coco! :)
Nie wiem jeszcze dokładnie, kiedy ruszymy z dodawaniem notek, gdyż Aleksa musi ogarnąć całą fabułę, a ja muszę wprowadzić ją mniej więcej w dalsze pomysły ;)
Chciałabym na koniec tylko powiedzieć, byście nie wątpiły: NIGDY nie zapomniałyśmy o tym opowiadaniu. Cały czas starałyśmy się o nową notkę.
Całusy,
Olga xx

Saturday, 15 September 2012

Chapter 9

Zapukałem do drzwi - żadnej reakcji. Spróbowałem ponownie - nadal nic.
- NIALL!!! – zacząłem krzyczeć i uderzać pięściami w drewno.
W końcu usłyszałem kroki, a po chwili drzwi się uchyliły.
- Co jest? – mruknął blondyn z rozczochraną fryzurą. – Nawet nie dadzą człowiekowi spokojnie pospać…
- Stary, jest już dwunasta trzydzieści w południe! – wydarłem się zniecierpliwiony.
- Czyli jest jeszcze wcześnie i powinienem nadal spać. – stwierdził i zaczął zamykać drzwi.
Jednak ja byłem szybszy i zablokowałem je stopą.
- Słuchaj, mam ważną sprawę. – powiedziałem poważnie.
- To nie może trochę poczekać? – jęknął blondyn.
- NIE!
- Ehh, no dobra. Daj mi dziesięć minut.
- OK. – odparłem.
Wyszedłem przed kamienicę, w której mieszkał blondyn i postanowiłem, że zaczekam tu na niego. Nie po dziesięciu, ale po dwudziestu minutach, w końcu ujrzałem naszą Śpiącą Królewnę, schodzącą po schodach.
- W końcu. – mruknąłem.
- Stary, ja też muszę coś jeść. – mruknął wpychając do buzi ostatni kawałek pączka.
- Ale ile można jeść?!
- Śniadanie to najważniejszy posiłek dnia. – oznajmił poważnie. Potrafił być taki tylko, gdy kłócił się o jedzenie… – Dobra, gadaj, o co chodzi.
- Co powiesz na koncert? – spytałem go.
- Ale jak to? – nie zrozumiał, o co mi chodzi.
- No, nasz koncert. – wyszczerzyłem zęby w uśmiechu.
- No nie wiem… Nie mamy jeszcze zbyt wielu piosenek, a próby nie idą nam perfekcyjnie…
- Proszę cię, Nialler. – jęknąłem, przerywając mu. – To nie będzie duży koncert, naprawdę. Damy radę, uwierz mi!
- Nie byłbym tego taki pewien. – mruknął.
- Obiecuję, że nam się uda. – zapewniałem. – A żebyś był spokojniejszy to każdy dzień przed występem poświęcimy na próby!
- Ehh, no zgoda. – mruknął, odpuszczając w końcu. – To kiedy ten koncert? – uśmiechnął się.
- Za dwa dni.
- KIEDY?!
~*~
- To jak wam się podoba mój pomysł? – spytałem chłopaków.
Byliśmy w szopie, w której zawsze ćwiczyliśmy. Właśnie oznajmiłem reszcie o naszym zbliżającym się koncercie.
- Mnie tam się podoba. – uśmiechnął się Louis.
- Mnie też. – poparł go Liam.
- Ja nie byłbym taki pewny, czy to dobry pomysł. – stwierdził Zayn.
- Niby czemu?! – oburzyłem się.
- Mamy za mało czasu.
- To samo mu powiedziałem. – mruknął Horan. Niby też był przeciw, ale jedyne, co było potrzebne do złamania go, to aprobata reszty. – Nie możesz tego odwołać? – zapytał.
- No niby bym mógł, ale jaką sobie opinię wyrobimy, już na sam początek? – odparłem. – Nie ma mowy, wystąpimy!
- A tak w ogóle, gdzie załatwiłeś nam ten koncert? – zapytał Liam.
- W kawiarni, na tej samej ulicy, co Five and dimes.
- Tam, gdzie są te seksowne kelnerki? – upewnił się Louis.
- Tak. – kiwnąłem głową.
- Seksowne kelnerki, powiadasz… – mruknął Zayn. – No dobra, w takim razie jeśli ma nam się udać, to lepiej bierzmy się do roboty!
Wyszczerzyłem zęby w szerokim uśmiechu i wymieniłem z Lou porozumiewawcze spojrzenia. Wiedział, jak się przekonuje Malik’a!
~*~
Siedziałem przy stole niepewnie spoglądając na moją matkę.
- I co o tym myślisz mamo? - zapytałem cicho. Matka posłała mi tylko pewne spojrzenie, po czym kąciki jej ust uniosły się wysoko tworząc piękny uśmiech.
- Synku, przecież wiesz że zawsze będę popierać to, co robisz.
Natychmiastowo rzuciłem się na nią z mocnym uściskiem.
- Dziękuje! Dziękuje! Kocham Cię!
- Ależ spokojnie, Harry, przecież..
- Nie mamo, na prawdę dziękuje. Dziękuje za to że jesteś - ucałowałem ją w policzek i wybiegłem z kamienicy do naszej szopki. Chłopaki już tam byli. Rzuciłem się na Lou, który za chwilę zrzucił mnie na ziemię z głośnym hukiem.
- Hej no stary! Oszalałeś? Tak od tyłu?! - pisnął przerażony, wywołując u mnie głośny napad śmiechu.
- Chłopaki, co mu?
- Ja nie wiem...? - odpowiedział Liam, podnosząc mnie z ziemi.
- Sorrki chłopaki. Jakaś głupawka mnie dzisiaj dopadła. - odpowiedziałem łapiąc za swoją gitarę - to jak, próba?
- Stary, ale najpierw omówmy co mamy jutro zagrać.. - rzucił Niall, pałaszując paczkę chrupków kukurydzianych.
Spojrzałem na niego kiwając głową.
- Właśnie. Co śpiewamy?
- Myślę że What makes you beautiful, może.. Moments, i zagramy jakieś dwa cover'y? - zaproponowałem.
- Ja bym jeszcze dorzucił tą nową piosenkę Liama, More..
-.. More than this?
- Tak, dokładnie tak! - zaklaskał Lou.
- A cover?
- Może.. All you need is love? - zaproponował Zayn.
- Albo Wonderwall ? - dodał Liam.
- Mamy dla siebie 15 minut występu, co daje około 5 piosenek. Poćwiczmy, zobaczymy. - powiedziałem wesoło. Nie mogłem się doczekać tego koncertu.
Na pierwszy ogień zaśpiewaliśmy Wonderwall. Szło nam całkiem nieźle, chłopaki wzięli się do roboty, nawet Louis. Czasem musieliśmy ustawić go do pionu, ponieważ zaczął się wydurniać. Nie da się go całkowicie uspokoić, taki typ człowieka. Po wyczerpującej próbie padliśmy na ziemię.
- Młody, ja Cię zabiję. - mruknął Louis w moją stronę.
- Cicho Lou, nie nadwyrężaj głosu. - zaśmiałem się, lecz przyjaciel chyba odebrał to w inny sposób.
Louis spojrzał w moją stronę dziwnym spojrzeniem.
- Nie nadwyrężaj głosu? Czyli co..? Teraz liczą się tylko próby? Wiecie co, jak tak to ma wyglądać to dzięki.. - mruknął wstając z ziemi.
- Louis o co Ci chodzi? - zapytałem zdezorientowany.
- Kiedy ostatni raz robiliśmy coś innego, oprócz prób? Wiecie.. nie żeby coś, ale ja też czasem potrzebuje rozmowy z przyjaciółmi, a nie ciągła praca.
- Ale byliśmy...
- Harry, to nie o to chodzi - mruknął łapiąc za bluzę - do zobaczenia jutro.. o tej samej porze - dodał zniesmaczony.
Spojrzeliśmy na siebie wraz z Zaynem, Liamem i Niallem.
- Wiesz co Harry.. Louis ma trochę racji.. ostatnio spotykamy się tylko na próbach... - dodał Liam.
- Bo Ty spędzasz czas między próbami z Danielle. - mruknąłem - Zayn ciągle śpi, a Nialler opycha się w domu.
- Stary, to że spotykam się z Dan nie skreśla czasu dla Was. Zawsze dla Was będę.
- Śpię? - Zayn uniósł brew do góry - uwierz mi, mam lepsze zajęcia. - mruknął. Niall zaś nie odpowiedział nic.
Spojrzałem na nich. Co ja w ogóle bredzę.. Oni mają rację.. za mało poświęcamy czasu dla siebie.
- Chłopaki.. przepraszam..
- Spoko. - mruknął Malik, zaś Horan i Payn zanieśli się szerokim uśmiechem.



_______________________________________________

*Załóżmy, że Wonderwall już wtedy istniało :p

Hejka, przepraszaam że tak długo, wakacje to czas gdzie robi się 46788765456 rzeczy na raz i nie ma czasu na internet. Mam nadzieje że część z Was wytrwale czekała i że ten rozdział, również przypadnie Wam do gustu :) - coco

Ja również bardzo Was przepraszam, nie planowałyśmy takiej długiej przerwy :c No ale oto i jest 9 rozdział ! :) BARDZO DZIĘKUJEMY WYTRWAŁYM ! ♥
Tak wgl to dziś jest mój pierwszy rok z 1D i nie mogę uwierzyć, że to akurat dzisiaj Louis powiedział "hello" do polskich fanów ! Normalnie umieram ze szczęścia aaaaaaaaaaa *,*
- Olga

P.S. Jeśli zmieniłyście nazwę twitter'a, a chcecie, aby nadal Was informować, dajcie nam znać ! :)

Monday, 11 June 2012

Chapter 8

Gdy tylko przekroczyliśmy próg kawiarni, od razu uderzyła w nas niesamowita atmosfera tego miejsca. Cała podłoga składała się z czarno-białej szachownicy. W równych odstępach, poustawiane były niewielkie, okrągłe stoliki z waniliowymi krzesłami, na których siedzieli goście. W całym pomieszczeniu roznosiła się muzyka płynąca z szafy grającej, stojącej pod ścianą naprzeciwko. Teraz leciał hit The Rolling Stones – „Satisfaction”. Automatycznie zacząłem kiwać głową do rytmu, na co towarzysząca mi Lizzie zachichotała.
- No co? – obruszyłem się. Jednak postanowiłem, że postaram się opanować moje reakcje.
Zlustrowałem pomieszczenie, szukając wolnych miejsc. Kiedy w rogu sali ujrzałem niezajęty przez nikogo stolik, wskazałem go mojej towarzyszce, po czym ruszyliśmy, by przy nim usiąść. Jak przystało na gentelmana, odsunąłem Lizzie krzesło, po czym zająłem swoje miejsce naprzeciwko. Po chwili zjawiła się przy nas urocza kelnerka w fikuśnej tiulowej sukience. Na nogach miała różowe wrotki, z białymi sznurówkami.
- Co podać? – spytała uśmiechając się szeroko. Zapewne kazano jej się tak uśmiechać do każdego, nawet najbardziej zrzędliwego klienta.
- Poproszę latte. – powiedziałem.
- Ja też. – dodała Lizzie.
Dziewczyna zapisała to w swoim malutkim notatniku.
- Zaraz podaję. – oznajmiła, po czym oddaliła się do barku.
- Więc od kiedy tu jesteś? – spytałem, rozpoczynając rozmowę.
- Od tygodnia. – odpowiedziała. – A ty mieszkasz tu od urodzenia?
- Nie. Urodziłem się w Holmes Chaple, ale przeprowadziłem się tutaj z mamą i siostrą, kiedy miałem pięć lat.
- A twój tata?
- Moi rodzice się rozwiedli.
- O, przepraszam. – speszyła się.
- Nic się nie stało. – zapewniłem.
- Więc masz siostrę, tak? – zmieniła temat.
- Tak, starszą.
- Zazdroszczę ci. – powiedziała. – Zawsze marzyłam o rodzeństwie, ale niestety jestem jedynaczką.
- Wiesz, zależy na jaką siostrę lub brata byś trafiła. – stwierdziłem.
- A jakie są twoje stosunki z siostrą?
- Dobre, Gemma jest w porządku. Ale aktualnie nie mieszka z nami, tylko w college’u.
Rozmowę przerwało nam pojawienie się kelnerki z naszymi kawami.
- Wasze zamówienie. – powiedziała, stawiając przed nami filiżanki.
- Dziękujemy. – powiedzieliśmy oboje.
Zabraliśmy się do picia, kontynuując naszą rozmowę. Dobrze się dogadywaliśmy, a reszta spotkania minęła nam bardzo przyjemnie.

~*~


Odprowadziłem  Lizzie pod dom. Było już ciemno, a ostatnio po mieście krążyły nieciekawe plotki na temat zboczeńca.  Chciałem tylko żeby była bezpieczna. 
- Dziękuję, nie musiałeś. Teraz będziesz wracał taki kawał sam. - uśmiechnęła się nieśmiało, wchodząc tyłem na schodki ganku.
- Nikt mnie nie zgwałci, nie martw się - odwzajemniłem uśmiech.
- No niby nie, ale mogą Cię porwać. Przecież jesteś taki znany - zachichotała. Wyglądała uroczo. Nie odpowiedziałem. Pożegnałem się z nią tylko i ruszyłem w lekkich podskokach w stronę swojego domu. W podskokach? Zatrzymałem się z dziwnym spojrzeniem. Skierowanym tylko i wyłącznie do samego siebie. To dziwne, ale czasem tak robię, jak przyłapię się na czymś dziwnym. Jezu, Harry, Tobie odwala, i to ostro. Ogarnąłem się, poprawiłem opadające loki i ruszyłem dalej, tym razem normalnie.
Nuciłem sobie nową piosenkę - WMYB.
Szedłem i szedłem, gdy nagle usłyszałem czyjeś kroki i cichy, stłumiony śmiech. Obróciłem się. Nikogo nie ma. 
Haroldzie, psychika Ci chyba siada. Zdegustowany, ruszyłem dalej.
Znowu to samo. Znów odwróciłem się i nic nie zastałem. Zdenerwowany zacząłem bawić się palcami i po raz kolejny, ruszyłem dalej. ZNOWU. Znów obrót i pustka.
- Jest tu ktoś? - zapytałem zdenerwowany. Cisza. Szedłem do tyłu, wciąż obserwując miejsce, z którego słyszałem kroki. 
- Halo? Louis? Niall? Zaaayn? Liaś? Em.. Lizzie? - ostatnie imię wypowiedziałem, przeciągając ostatnią sylabę.
- LIZZIE? - nagle usłyszałem za sobą piskliwy głos i chichot, który doprowadzał mnie do szaleństwa. Podskoczyłem przerażony i spojrzałem na roześmianą twarz Tomlinsona, który jedną ręką podtrzymywał płaczącego Niall'a.
- ZABIJE - wysyczałem przez zęby, co jeszcze bardziej rozśmieszyło blondyna.
- Ładna ta Twoja Lizzie. - wymruczał Lou, susząc ząbki - Kiedy ją poznamy?
- Po moim trupie - mruknąłem. Byłem zdenerwowany ich zachowaniem. O mały włos, a padłbym tu na zawał. W TAK MŁODYM WIEKU! Nie chce umrzeć, a przynajmniej nie przez nich. Kretyni. Idioci. Debile. UGH!
Nagle Nialler pobladł, a Louis wytrzeszczył oczy. Jakby zobaczyli za mną ducha. Zacząłem się nabijać.
- Tak, tak jasne. Zboczeniec Carl właśnie do nas podchodzi - powiedziałem zabawnym akcentem. Louis obkręcił mnie w stronę, gdzie skupili swoje oczy. 
- CHOLERA JASNA. - wymamrotałem widząc zbliżającą się postać w obdartych ciuchach. - ZBOCZENIEC CARL, CHCE POMACAĆ MOJE LOKI.
- Nie wiem jak Wy, ale ja zamierzam stąd spadać - Irlandczyk wypiszczał po czym zniknął bez śladu za rogiem. Spojrzałem na Lou.  Był spanikowany i nie mógł się ruszyć.
- Chyba się zsikałem.. - tylko tyle powiedział. Nagle poczułem jak ktoś łapie mnie za ramię.
Odwróciłem się i zobaczyłem...
Payne'a siedzącego na barkach Malika.
Cały się w środku zagotowałem. Wykrzyczałem na całe gardło jakieś niezrozumiałe słowa, i rzuciłem się na roześmianych kumpli. Odwróciłem się, i ujrzałem zwijającego się na ulicy blondyna. A Loui, który przed chwilą perfekcyjnie udawał przerażonego, skakał wokół mnie i chłopaków wyśpiewując : ZAKOCHANA PARA, LIZZIE I HAZZIU NANANA.
_________________________________________________________


Znowu taka duża przerwa, przepraszamy ;s Dziękujemy wiernym Czytelniczkom, które wytrwale czekają na nowe rozdziały ! :)
Chciałabym też baaaardzo podziękować Yumi (hello-i-love-youu.blogspot.com), dzięki której ten rozdział ma w sobie tyle klimatu lat 60-tych. To jej wyobraźnia stworzyła wygląd kawiarni :)




Więc ja chciałam wszystkim podziękować za to, że jesteście z nami, i chcecie czytać to co tu wypisujemy. To na prawdę miłe! Dziękuje Oldze za to że jest <3 Tak jak i wam, czytelnikom i Yumi za pomoc! <3 Dzięki, dzięki dzięki <3
 No i teraz do ludzi którzy za mną nie przepadają : Serio, nie rusza mnie to, co o mnie mówicie. Nie interesuję mnie zdanie tych, których nie znam. I proszę, nie wypisujcie tutaj prywatnych zarzekań, bo to nie jest miejsce na to.

No i mam nadzieję że podoba Wam się rozdział :)
+ Chciałabym również zachęcić Was, do przeczytania kilku blogów.
http://you-make-me-wanna-die-boy.blogspot.com.es/ i http://illbeheree.blogspot.com.es/  a także http://uwannasaygoodnight.blogspot.com.es/. Wszystkie trzy dziewczyny piszą niesamiowicie, dlatego proszę, uwierzcie w moje słowa, i wpadnijcie tam :)

Buziaki! xx - coco