Thursday, 26 April 2012

Chapter 5

- I pięć, sześć, siedem, osiem. – powiedziałem.
„Osiem” było sygnałem, żeby zaczynać. Mieliśmy właśnie z chłopakami kolejną próbę. Spotykaliśmy się trzy razy w tygodniu, żeby ćwiczyć piosenki. Wykorzystaliśmy kilka autorstwa Nialler’a, ale ćwiczyliśmy też cover’y.
Teraz śpiewaliśmy „All My Loving”, Beatles’ów.
- Nierówno panowie, nierówno! – krzyknąłem, gestami każąc im przestać śpiewać. – Jeszcze raz od początku.
- Harry, już czwarty raz będziemy zaczynać od nowa. – jęknął Zayn.
- Będziemy ćwiczyć, dopóki nie będzie idealnie!
- Stary, może teraz poćwiczylibyśmy coś innego, co? – zaproponował Liam.
- Nie przejdziemy do kolejnej piosenki, dopóki ta nie wyjdzie nam perfekcyjnie!
- Ale ja nie mówię, o ćwiczeniu piosenek. – Liam uśmiechnął się znacząco.

~*~
Me and some guys from school
Had a band and we tried real hard
~*~

- Chłopaki, wymiękkam. - jęknąłem opadając na ziemie. Louis, Liam i Zayn wybuchli głośnym śmiechem.
- Harry - odezwał się Lou - Spójrz. Niall, kluska nad kluskami, radzi sobie o wiele lepiej od Ciebie. To jest dziwne, nie sądzisz?
Nialler który podciągał coś, co wyglądało jak ciężarki spojrzał na nas krzywo.  - Spadajcie. - mruknął wracając do swojej czynności - i wcale nie jestem kluska.
Dziś zrobiliśmy sobie wolne od prób i poszliśmy poćwiczyć. Liam i Zayn przez kilka tygodni stworzyli taką swoją własną siłownie. Lepiej nie dopytywać się z czego ona jest zrobiona.  Ważne że jest. Ten dzień jest męskim dniem. Nawet Liam zrezygnował ze spotkania z Danielle i to chyba dla niej lepiej, bo w kółko od kilku dni z nami przebywała. Nie żeby nam przeszkadzała, ale to jest dziewczyna i powinna trochę więcej czasu spędzać z koleżankami niż z taką bandą kretynów jak my. Dodam również, że głupio mi było patrzeć na przytulającą się parę.. Tak dziwnie.. Dobra, nie ważne.
- Harry, wstawaj z tej podłogi! Nie rób wstydu.. - wydusił Zayn przez śmiech.
- Nie ! - krzyknąłem - Ja protestuję.
Liam uniósł brew do góry - A to niby przeciwko czemu?
- ... przeciwko temu czemuś! Wysysa z człowieka całą energie! TO NIEDORZECZNE! A poza tym, ktoś tak piękny jak ja, nie powinien się tyle męczyć.
Powiedziałem to oczywiście z ironią, nie jestem taki narcystyczny jak Malik. Wiedziałem że zaraz się oburzy i odkręci. Haha, nie lubi jak go przedrzeźniam, ale to też, tak z miłości.
- Yy - mruknął Zayn odchodząc do Niall'a.
Lilo po raz kolejny wybuchł śmiechem.
- Dobra dobra Haroldzie, wiemy że jesteś piękny - Louis kucnął obok mnie - ale nie rób wstydu o wstawaj.
- Ni...
- Pójdziemy na piwo.
Natychmiast się podniosłem otrzepując koszulkę.
- No to kiedy? - wyszczerzyłem zęby a Liam pokręcił głową.
- Ty już jesteś alkoholikiem młody..
- Nie alkoholikiem tylko piwoszem.. stary.
Payne machnął ręką i podszedł do Zialla który zawzięcie o czymś rozmawiał. Odwróciłem się w stronę przyjaciela.
- No to kiedy? - ponowiłem pytanie.
- Po meczu.
- Jakim meczu?! - zdziwiłem się.
- W nogę kretynie..
- Jesteś okrutny... - jęknąłem.
Nie żebym był leniwy, po prostu dziś nie mam na to siły.
- A Ty leniwy - odpowiedział szczerząc się szeroko i odchodząc do kumpli którzy stali po drugiej stronie pokoju Zayna. Podążyłem za nim w kółko go przedrzeźniając.


                                                                              ~*~

Było już ciemno. Wraz z Tommo wracaliśmy do domu od Zayna. Szliśmy w milczeniu, co było dla Nas nowością a to było dosyć dziwne, bo zazwyczaj wracaliśmy ciągle się przepychając i wyzywając.
- Hazz ? - Louis w końcu się odezwał. Spojrzałem na niego ale ujrzałem tylko kaptur naciągnięty na głowę.
- No?
- Myślisz.. myślisz że można... kogoś kochać.. nawet jeśli się go nie zna? - spytał cicho. Zamurowało mnie. Tak, oczywiście, domyślałem się że może chodzić o dziewczynę.. No.. że jest  taki jakiś..inny, ale nie byłem pewien.. A teraz? Przyjaciel spojrzał w moją stronę.
- Myślę że.. tak.. - odpowiedziałem - ... ale.. sam nie wiem, nigdy czegoś takiego nie doświadczyłem.. wiesz.. no rozumiesz.
- Tak.. rozumiem. - powiedział tak samo cicho.
Nie chciałem nic od niego wyciągać. Będzie chciał, to mi powie. Znam go całe życie i wiem, że prędzej czy później dowiem się wszystkiego.



_________________________________________


Wiem że to już jest dziwne, że ja tu tak wszystko, ciągle przeżywam.. ale nie dziwcie mi się ! :D
To opowiadanie ma PONAD 10 tysięcy wyświetleń i 220 komentarzy! Jedno wielkie WOW.
 To pewnie dzięki Oldze i jej urokowi, nie ma co. Nie zaprzeczajcie :D
Dziękuje wszystkim ! x   - coco


Właśnie też mnie zaskoczyła liczba odwiedzin ! ;o Nie wiedziałam, że już tak dużo !
Wybaczcie, ale muszę : hahahahahhaha XD Martyna, jaki mój urok, co? :D hahahha xd Raczej Twój debilu ! ♥
A i chciałam przeprosić, bo to przeze mnie rozdział pojawił się tak późno :s Nie miałam kompletnie weny ;c No nic, mam nadzieję, że z następnym lepiej pójdzie :)
Całusy,
Olga

Edit : A teraz Olga zwala wszystko na siebie. Oj nie ładnie nie ładnie kochanie :* Jak Ty mi nie pozwalasz, to ja i Tobie nie pozwalam tak mówić! :D I nie wyzywaj mnie..

Thursday, 19 April 2012

Chapter 4

Chodziłem po mieście razem z chłopakami. Gadaliśmy o różnych rzeczach.
- Robimy dziś z Nialler’em małe ognisko z kiełbaskami. Dołączycie? – spytał Zayn.
- Jasne. – odparł Liam.
- Pew… – zaczął Louis, jednak przerwałem mu.
- Wybaczcie, ale ja i Lou jesteśmy dziś zajęci. Wiecie, it’s Larry’s time. – wyszczerzyłem zęby.
- Dobra, nie wnikamy. – odparł Zayn.
Chłopcy pogrążyli się w rozmowie o dzisiejszym wieczorze, podczas gdy Lou odciągnął mnie na bok.
- Nie wiedziałem, że mamy na dziś jakieś plany. – powiedział.
- Bo zaplanowałem je dopiero przed chwilą. – odparłem. – Nie chciałbyś pomóc mi urozmaicić im trochę ten wieczór? – poruszyłem brwiami.
- Mów dalej. – wyszczerzył się w chytrym uśmieszku, który tak lubiłem.

~*~

- Gotowy? – spytałem szeptem.
- Bardziej niż gotowy. – odparł Lou.
Siedzieliśmy w krzakach, a otaczał nas mrok wieczoru. Kryliśmy się, podczas, gdy Niall, Zayn i Liam piekli kiełbaski przy ognisku, nie mając pojęcia o naszej obecności. Nasz plan był prosty: chcieliśmy wykorzystać starą historię, której wszyscy baliśmy się, gdy byliśmy mali, o psychopatach grasujących w tutejszym lesie. Oczywiście za owych psychopatów byliśmy przebrani ja i Lou.
- Na trzy. – szepnąłem. – Raz, dwa, trzy…
Wyskoczyliśmy z krzaków i zaczęliśmy wrzeszczeć, jak jacyś powaleńcy. Chłopaki podskoczyli na miejscach, a metalowe kijki wypadły im z rąk. Zaczęli piszczeć jak dziewczyny i uciekać we wszystkie strony, a my goniliśmy ich, nie przestając wydawać dziwnych dźwięków. W końcu Niall ze strachu wskoczył Zayn’owi na ręce i wtedy już nie wyrabialiśmy. Zaczęliśmy się turlać po ziemi, nie mogąc pohamować śmiechu. Chłopaki patrzyli się na nas, częściowo wciąż przestraszeni. Jednak na ich twarzach pojawiło się także zdziwienie.
- Harry?! Louis?! – odezwał się w końcu Zayn. Chyba oświecił Nialler’a, bo ten natychmiast kazał mu postawić się na ziemi.
- Co wy wyrabiacie?! – oburzył się blondyn.
- Nic takiego. – odparłem, starając przestać się śmiać, gdyż brzuch zaczynał mnie już od tego boleć.
- Idioci! – wydarł się.
- Haha, daj spokój, Niall. To tylko zabawa. – próbował przekonać go Louis, jednak Horan pozostawał niewzruszony. Chyba był wkurzony, o to, że przez nas wyszedł na wielkie strachajło.
- Może upieczemy kiełbaski na zgodę? – zaproponowałem. – Zgłodniałem.
- Za to, co zrobiliście, nie powinniście w ogóle dostać żarcia. – mruknął Liam.
- Oj, weźcie się już nie gniewajcie.
Pomimo iż chłopcy byli trochę wkurzeni, po chwili wrócił im dobry nastrój. Ja, Louis, Zayn i Niall zaczęliśmy piec kiełbaski, natomiast Liam oznajmił, że idzie za potrzebą.
- Słyszeliście to? – odezwał się nagle Niall.
- Nie. Co? – spytałem.
- Sam nie wiem… Ale zdawało mi się, że coś tam jest.
Po chwili również ja coś usłyszałem.
- Dajcie sobie spokój, chłopaki. – mruknąłem.– Przecież wiemy, że to Liam próbuje nas nastraszyć w ramach zemsty za tamto.
- Że niby ja próbuję was nastraszyć? – usłyszałem głos za sobą.
- O, Liam, wróciłeś. Czyli, że nagle dziwne dźwięki ucichną, tak? – spytałem. Rzeczywiście, nie usłyszeliśmy nic więcej.
Wróciliśmy do pieczenia kiełbasek i gadania o różnych głupotach, kiedy nagle ponownie coś usłyszeliśmy. Zignorowałem to. Po chwili usłyszeliśmy czyjeś ciężkie kroki niedaleko, co sprawiło, że Niall zaczął się lekko trząść ze strachu.
- Co to było? – spytał wystraszonym głosem.
- Spokojnie, to pewnie jakieś zwierzę. – odparłem.
Wtedy ponownie usłyszeliśmy ciężkie kroki, a potem kolejny dziwny dźwięk. To coś było coraz bliżej. Muszę przyznać, że sam zaczynałem się bać. Niby te historie o psychopatach były zmyślone, ale tak właściwie nikt nie wiedział, kto je wymyślił. A na dodatek ponoć kiedyś, niedaleko stąd mieścił się zakład psychiatryczny… Przez te wszystkie myśli ogarniał mnie coraz większy strach.
Nagle zza drzewa wyskoczyła jakaś wielka postać i rzuciła się w naszym kierunku, krzycząc coś, czego nie umiałem zrozumieć. Wszyscy wykrzyknęliśmy jednocześnie:
- PSYCHOPATAAAAA! – i zaczęliśmy uciekać we wszystkich kierunkach, wrzeszcząc i wołając o pomoc.
Zayn i Niall biegali podobnie jak za pierwszym razem, ja zacząłem wdrapywać się na jakieś drzewo, a biedny Lou, ze strachu nie wiedząc co ma zrobić, położył się na ziemi i starał wtopić się w otoczenie. Natomiast nigdzie nie widziałem Liam’a, co okropnie mnie martwiło. Czyżby psychopata już go dorwał?!
Nagle okrzyki psychopaty ucichły, a zastąpił je melodyjny i dziewczęcy (?!) śmiech, do którego po chwili dołączył także śmiech chłopaka. Spojrzałem w dół, z gałęzi, na której siedziałem. Na ziemi stali płaczący ze śmiechu Liam i Danielle.
- Co?! – wydarłem się. – O co tu chodzi?!
- Powiemy ci jak zejdziesz na dół. – odparł Liam.
- Tylko najpierw muszę wiedzieć, jak to zrobić. – mruknąłem do siebie. Wszedłem pod wpływem impulsu, ale teraz, kiedy wiedziałem, że nic mi nie grozi, nie byłem już taki uzdolniony. Powoli zacząłem się zsuwać, jednak nie utrzymałem się i spadłem prosto na Lou.
- Ała. – jęknął.
- Wybacz, Mr. Carrot. – odparłem, wstając z niego.
- O co tu do jasnej cholery chodzi?! – wydarł się Zayn. – Że tym dwóm przygłupom odwala to umiem zrozumieć, ale wam co się stało?!
- Chwila, bo trochę mi gorąco. – powiedziała Danielle, wyciągając poduszki ze swojego przebrania. „To dlatego wydawała się taka duża”, pomyślałem.
- Oświecicie nas w końcu? – mruknął Lou, otrzepując się z trawy i jęcząc ponownie. Najwidoczniej wciąż był obolały od zamortyzowania mojego upadku.
- Usłyszałem waszą rozmowę. – zaczął Liam, zwracają się do mnie i Lou. – Postanowiłem nie psuć waszych planów, ale poprosiłem o pomoc Danielle. – uśmiechnął się do dziewczyny, łapiąc ją za rękę. – A właśnie, wypadałoby was sobie oficjalnie przedstawić. Danielle to są Harry, Louis, Niall i Zayn. – powiedział wskazując na nas po kolei. – Chłopcy, to Danielle.
- Miło was poznać. – uśmiechnęła się. – Co prawda, może jednak dla was w nie najmilszych okolicznościach. – zachichotała.
- Rozumiem, że chciałeś się na nich odegrać, – powiedział się Zayn, wskazując na mnie i Lou. – ale mogłeś uprzedzić Niall’a i mnie. – mruknął.
- Dobra, dość tego gadania! – odezwał się Horan. – Jestem wkurzony, o to, że dwa razy mnie nastraszyliście, ale umieram z głodu, więc proszę, wracajmy do ogniska!
Wszyscy zgodziliśmy się z nim.
- Zostajesz z nami, prawda? – zwrócił się Liam do Danielle.
- Widzisz jak ja wyglądam? Nie ma mowy.
- Nawet w tym wyglądasz pięknie. – zapewnił Liam, całując dziewczynę w policzek. – To co, zostaniesz? Poznasz lepiej chłopców. Choć nie wiem, czy to cię przekona, czy może raczej odstraszy. – zaśmiał się.
- Dzięki, za przedstawianie nas w takim świetle. – mruknąłem.
- Nie przejmujcie się chłopcy. – odezwała się Danielle. – Kiedy jesteśmy sami ciągle mówi mi, jakimi świetnymi przyjaciółmi jesteście i jak się cieszy, że was ma. – uśmiechnęła się.
Wróciliśmy do ogniska. Zabraliśmy się do pieczenia kiełbasek i w końcu mieliśmy okazję je zjeść.

~*~
Man we were killin' time
We were young and reckless
We needed to unwind
~*~


- Louis. Louis?
Chłopak dalej nie reagował na nasze wołania. Siedzieliśmy na wysokiej skarpie, gdzie oglądaliśmy grupkę opalających się dziewczyn z naszej szkoły.
- Louis! - krzyknąłem w miarę moich możliwości. Po naszych próbach mój głos przestał brzmieć tak jak wcześniej. Ale mam nadzieję że ta chrypka przejdzie. Uderzyłem chłopaka w ramię a ten potrząsł głową.
- C..co? Co chcesz? I.. ała? - spojrzał na mnie masując obolałe miejsce. Nigdy nie byłem wobec niego delikatny, ale to tak z miłosci.
- Stary, co jest? Jesteś jakiś.. taki nieprzytomny. - mruknąłem na co Niall wypalił głośno się śmiejąc.
- Zakochaaał sieęę.
Tommo zmierzył go wzrokiem i pufnął.
- Nie prawda. Nie zakochałem się.
- Jak nie jak tak? Przecież widzę - blondyn zaćwierkał wesoło.
- Nie. Dziewczyna to starta czasu.. - mruknął i znów skupił wzrok w tym samym miejscu. Podążyłem za nim i spróbowałem namierzyć punkt który przyciąga jego wzrok. Niestety, było tam tyle osób, że nie udało mi się zgadnąć na kogo tak się patrzy.
- Louis? - szepnąłem - Kogo obserwujesz?
Lou wywrócił oczami i wniósł dłonie do góry wymawiając jakieś dziwne słowa.
- Widzisz? - wskazał na jakiegoś gołębia - To moja miłość. Nazywa się Kevin.
Spojrzałem na niego unosząc brwi do góry i wybuchłem głośnym śmiechem. Niall i Zayn spojrzeli na nas jak na kretynów a Liam który zbliżał się ze swoją dziewczyną szybko się wycofał.
- Ej Li! Wracaj! - krzyknął Zayn biegnąc w ich stronę. Payne protestował, ale Danielle nie dała za wygraną i pociągnęła go w nasza stronę. Chyba nas polubiła, i vice versa.
- Nie nie nie nie - Liam wciąż protestował. Nie chciał nawet usiąść więc Niall wskoczył mu na barana i Li nie miał wyboru. Padł na trawę jęcząc jak bolą go pośladki.
_________________________________________________________________________



A oto i 4 :) Trzeba było czekać trochę dłużej niż na poprzednie, ale mam nadzieję, że się nie zawiodłyście :) Jak Wam się podoba? Liczymy na komentarze i dziękujemy wszystkim komentującym ♥
Całusy,
Olga


Ja bardzo przepraszam, to przeze mnie tak długo. Olga mistrzu pisze w kilka chwil, a ja musiałam się głowić. Totalny brak pomysłów, ale w ostatniej chwili coś wymyśliłam I JEST. Bądźcie ze mnie dumni hahaha. Dziękuje wszystkim za komentarze i wejścia, nawet nie wiecie jak bardzo się cieszymy z tego że to opowiadanie ma już tylu stałych czytelników :) KOCHAM WAS <3 I Olga pewnie też :D xx
Buziaki, coco xx

EDIT: Ja Ci nie pozwalam wypisywać takich rzeczy, że coś jest przez Ciebie, czaisz ?! :D Kocham Cię no i Was oczywiście też haha xx - Olga

Wednesday, 11 April 2012

Chapter 3

Próba jak próba, zawsze coś się działo. Louis po paru kolejnych sprzeczkach ze swoimi rodzicami, stwierdził, że musi wyluzować i poszedł na piwo z paroma chłopakami z klasy. Ogólnie.. strasznie ciężko jest się nam zorganizować. Liam ciągle gdzieś znika, Zayn się spóźnia, Louis świruje i tylko Niall, dobra dusza, wkręcił się w ten cały pomysł i pisze kolejne piosenki.
Było już około po 12 w południe. Czekaliśmy na Payne'a. Spóźnia się już 15 minut, co nas strasznie dziwi. Liam nie należy do ludzi którzy się spóźniają.
- Przepraszam chłopaki - wpadł zadyszany brunet. Wszyscy spojrzeliśmy na Liama a Louis głośno się zaśmiał.
- Mamusia?
Liam zmarszczył brwi.
- Mamu...? A! Tak,no, mama.
Zmarszczyłem czoło. Liam coś kręci.  Mniejsza o większość, zaczęliśmy próbę.
- Zayn.. - odezwał się Niall, przerywając gre na gitarze - czy możesz zaśpiewać trochę wyżej drugą część zwrotki? - zaproponował a Malik pokiwał głową. Znów zaczął grać, ale Lou wszystko przerwał.
- Chłopaki?
- Co ? - zapytałem poddenerwowany. Wkurzało mnie to, że ciągle robiliśmy coś innego niż próba.
- Nie uważacie że.. - spojrzał rozbawiony w naszą stronę - że powinniśmy mieć jakąś nazwe?
WŁAŚNIE! ZAPOMNIELIŚMY O NAJWAŻNIEJSZYM! Zaśmiałem się głośno a reszta razem ze mną.
- Rzeczywiście, przydałaby się. - skomentował Malik.
- Pomysły? - zaproponowałem. Nie musiałem długo czekać.. Louis wyrwał się jako pierwszy.
- Stylinsonikpayoran.
Spojrzeliśmy na niego krzywo z uniesionymi brwiami. Co? Stylinson..co?
- Louis, nie uważasz że to jest trochę.. em.. - odezwał się Liam -  za trudne?
- Dla mnie nie . - wyszczerzył się brunet. 20 lat i taki umysł. I don't wanna live this planet anymore ?
Louis jest nieokiełznany.
- A dla nas tak - odparliśmy jednogłośnie. Tomlinson się skrzywił i założył ręcę na piersiach.
- W takim razie.. - powiedział ofukany - myślcie sobie sami.
- Handsome? - powiedział Zayn a Liam Lou i Niall wybuchli głośnym śmiechem.
- Potatoe... - mruknął Niall. Kolejna salwa śmiechu. Czego można by się spodziewać po Horanie, wiecznie głodnym niskim blondynie?
- Chłopaki.. zastanówcie się - odezwał się Payne - idziemy w jednym kierunku, do tego samego marzenia.. jakaś nazwa, logiczna i fajna.. chyba nie trudno...
Nagle coś zabłysło w moim umyśle. Jedno marzenie.. jeden kierunek.. jeden kierunek? TAK!
- One Direction?! - zaproponowałem prawie krzycząc przerywając mowę Payne'a.
- To jest to! - wykrzyknęli jednogłośnie.  No to mamy nazwę.. Teraz tylko musimy się spiąć i włożyć w próby o wiele więcej niż wkładamy teraz.. Albo raczej.. w końcu włóżmy coś w tą próbę..

~*~

- Chłopaki, no szybciej! – krzyknąłem do Zayn’a, Niall’a i Louis’a, którzy podążali za mną, lecz wciąż pozostawali w tyle.
- Idziemy szybko! – odkrzyknął niezadowolony Louis. – Zwolnij trochę.
Spełniłem jego prośbę i zwolniłem kroku, żeby mogli mnie dogonić.
- Powiesz nam w końcu po co my tam idziemy? – spytał Niall. – I czemu nie ma z nami Liam’a?
- Wszystko w swoim czasie, panowie. – odparłem zadowolony z siebie. Przyjemnie było wiedzieć, o czymś, jako jedyny, podczas gdy przyjaciele nie mają pojęcia, o co chodzi i mogą się tylko domyślać.
- Lepiej, żeby to nie była strata czasu. – powiedział niezadowolony Zayn. – A tak właściwie to jak nabiłeś sobie tę śliwę, co? – spytał wskazując na moje oko.
- Nieważne. – mruknąłem, a Lou się zaśmiał. Jako jedyny wiedział o incydencie, jaki zaszedł. Stwierdziłem, że nie ma potrzeby mówić chłopcom, tylko mieliby okazję do nabijania się. Jednak obawiałem się, że Marchewie coś się wymsknie i chłopaki będą mieli ze mnie niezłą bekę.
- A ty co się śmiejesz? – zwrócił się Zayn do Lou.
- Nic, nic. – odparł powstrzymując kolejne parsknięcie śmiechem.
- Czyżby nasz Larry miał przed nami jakieś sekrety? – Niall uniósł brwi.
Louis pokręcił przecząco głową.
- Przecież widzimy, że… – ciągnął sprawę Zayn, jednak przerwałem mu:
- Chłopaki, cicho! Już jesteśmy.
Staliśmy przy starej stodole na wzgórzu, za którą, na nizinie, rozciągała się piękna zielona łąka, pełna przeróżnych kwiatów.
- Przyszliśmy tu, żeby podziwiać naturę? – spytał kpiąco Zayn.
- Nie. – odparłem. – Przyszliśmy tu, żeby podziwiać ich. – wskazałem palcem.
Chłopcy wychylili się zza stodoły i powiedli wzrokiem we wskazanym przeze mnie kierunku. Widziałem jak rozszerzają oczy ze zdziwienia, a potem na ich ustach goszczą głupkowate uśmieszki. Wiedziałem, że spodoba im się ten widok. Otóż na tej oto łące Liam James Payne miał piknik w towarzystwie ślicznej brunetki. Była szczupła i zgrabna oraz miała burzę ciemnych loków na głowie. Muszę przyznać, że nasz Daddy ma niezły gust. A ta dziewczyna dostaje u mnie ogromnego plusa za loki!
- Jeszcze jakieś narzekania? – spytałem.
Chłopcy pokręcili przecząco głowami. Wiedziałem, że tak będzie. Widok Liam’a z dziewczyną nie był dla nas czymś codziennym. Payne zazwyczaj ukrywał przed nami swoje związki, bo jak twierdził, zrobilibyśmy z niego idiotę na oczach dziewczyny.
- Stary, jak ty ich wyczaiłeś? – spytał mnie Niall.
- Zobaczyłem ich razem na mieście i zainteresowałem się o co chodzi, więc postanowiłem trochę podsłuchać. Usłyszałem jak Liam zaprasza ją na piknik właśnie tutaj. – odpowiedziałem. – Dziękujcie mi, wcale nie musiałem was zabierać.
- Prosisz o zbyt wiele. – stwierdził Zayn, na co ja prychnąłem.
- Ej, ej! – Louis się podekscytował. – Chyba będą się całować!
Zerknąłem na łąkę. Rzeczywiście, ich twarze były coraz bliżej siebie, aż w końcu złączyły się w pocałunku. Louis zareagował błyskawicznie – wsadził palce do ust i zagwizdał. Ja, Zayn i Niall postanowiliśmy również dać znać o naszej obecności. Zaczęliśmy głośno klaskać i wydawać radosne okrzyki. Liam i owa brunetka odskoczyli od siebie przestraszeni, nie wiedząc co się dzieje. Kiedy Payne w końcu nas dostrzegł, nawet z takiej odległości potrafiłem dostrzec gniew malujący się na jego twarzy. Może i zachowaliśmy się niedojrzale, ale czy ja mówiłem, że jesteśmy dojrzali?

~*~

- Co wam strzeliło do głowy?! – wydarł się Liam, kiedy spotkaliśmy się nad rzeką.
- Daj spokój, chcieliśmy wam tylko okazać naszą radość. – odparł Zayn, udając urażonego.
- Obeszlibyśmy się bez waszych wiwatów. – mruknął Payne.
- Oj Liam, weź już się nie gniewaj. – poprosił Niall, przytulając go.
- No dobra. – westchnął, odwzajemniając uścisk.
Usiedliśmy na trawie, a Lou wyciągnął pięć butelek piwa, po jednej dla każdego, które ponownie udało mu się skombinować.
- Skąd ty je bierzesz? – spytałem.
- Mam znajomości. – Marchewa posłał mi oczko.
- Skoro masz już te znajomości to nie mógłbyś załatwić trochę więcej?
- Nie narzekaj. Gdyby nie ja, to spędziłbyś te wakacje na trzeźwo.
- Co racja, to racja. – przyznałem, otwierając swoją butelkę i biorąc ogromny łyk. – Ej, Liam. – zwróciłem się do przyjaciela.
- Hę?
- Jak ona ma na imię? – poruszyłem brwiami.
- Nie ważne.
- No weź! To jest ważne! Musimy wiedzieć, jak nazywa się dziewczyna naszego najlepszego kumpla.
Liam westchnął, po czym odparł:
- Danielle. Danielle Peazer.
- Danielle. – powtórzyłem. – Ładnie. – stwierdziłem, biorąc kolejny duży łyk piwa.
- Tak. – przytaknął Liam, uśmiechając się do siebie.
_______________________________________________________________________

A oto i 3 rozdział :) Jak się podoba? Mnie osobiście trochę bardziej niż poprzedni ;)
BARDZO dziękujemy za tak duże zainteresowanie naszym pomysłem i liczne komentarze ♥ To dla nas bardzo ważne, bo dzięki temu wiemy, że piszemy nie tylko dla siebie, ale też dla innych :)
Całusy i do następnego ♥
Olga


Nie wiem co tu napisać bo jestem po prostu w szoku, że to opowiadanie w tak krótkim czasie, zebrało tylu czytelników, komentarzy i wyświetleń ! : O To jest niesamowite ! Nawet nie wiecie jak bardzo się z tego cieszymy. Mam nadzieje że ten rozdział spodoba się jak poprzednie :) Buziaki xx
coco